25
Lis
Historia autentyczna

Historia autentyczna #3: Jak zostać lektorką języka angielskiego?

Dzisiaj na blogu mam dla Was kolejną, inspirującą historię Pauliny Witkowskiej, która postanowiła zmienić swoją karierę zawodową i rozpocząć pracę we własnej firmie. Ta historia autentyczna to świetny przykład na to, że nigdy nie jest za późno na zmiany. Co było dla niej najtrudniejszym momentem, jak wspomina początki, czy jest zadowolona z tej decyzji? O tym w dzisiejszym tekście!

Historia autentyczna #3, czyli jak Paulina stała się

lektorką języka angielskiego?

Jestem lektorem i tłumaczem języka angielskiego, a także właścicielką nowo powstałej szkoły językowej w moim rodzinnym mieście, Kętrzynie. W wolnym czasie pomagam mojemu chłopakowi w prowadzeniu Pasieki – nawet mam własne ule. W związku z tym uczę się wiele o produktach pszczelich i ich wpływie na nasze zdrowie, życie, a także proces nauki. Oprócz tego interesuje mnie rozwój osobisty, zdrowe odżywianie i aktywność fizyczna.

Chciałabym się dowiedzieć jak to się stało, że zapragnęłaś mieć własną szkołę językową, uczyć innych języka angielskiego i pracować sama dla siebie? Opowiedz nam trochę jak wygląda Twoja historia autentyczna. Jak znalazłaś pomysł na siebie? 

Pomysł na siebie wzięłam stąd, że zawsze lubiłam uczyć i po kilku latach pracy w korporacji zajmującej się odszkodowaniami lotniczymi stwierdziłam, że to nie dla mnie – chcę zająć się tym, co kocham i być szefem sama sobie. Pęd korporacyjny, wręcz wyścig szczurów, a także zła atmosfera powodowały nadmierny stres. Co z kolei doprowadziło do problemów zdrowotnych. Z pracy nie czerpałam żadnej przyjemności, a sama myśl o tym, że muszę się tam udać, powodowała niesamowity lęk. W końcu nie wytrzymałam i odeszłam. Mimo małych turbulencji okazało się to być świetną decyzją, gdyż nauczanie innych – szczególnie widząc szybkie i zadziwiające postępy – sprawia mi ogromną przyjemność. 

Jak wyglądały Twoje początki pracy w tym zawodzie? 

Początek był trudny – przeniosłam się z dużego miasta (Gdynia) do małego miasteczka na Mazurach. Byłam przerażona. Myśląc, że nie ma tu żadnych perspektyw, a do tego nie miałam środków, nie dostałam dofinansowania (powiedziano mi, że jestem za młoda i żaden program w regionie nie przewiduje finansowania osób w moim wieku). Ale nie poddałam się, postanowiłam przeboleć jeszcze jeden rok i zatrudnić się w innej firmie, prowadząc już działalność gospodarczą, aby móc odkładać środki na realizację własnego przedsięwzięcia.

Co było dla Ciebie najtrudniejszym wyzwaniem? 

Znalezienie lokalu również okazało się nie lada wyzwaniem. Na szczęście mój chłopak wspierał mnie na każdym etapie i pomógł mi również z tym – udało się wynająć lokal w centrum miasta i to w rozsądnej cenie. W czerwcu rozpoczęłam rekrutację. Bardzo małe zainteresowanie, praktycznie zerowy dochód w okresie wakacyjnym strasznie mnie zniechęcały. Na szczęście i tu się nie poddałam. Teraz grafik pęka w szwach – pracuję po 10 godzin dziennie, i mimo że nie jest łatwo, w końcu jestem szczęśliwa. Po ponad roku doceniam życie tu, w rodzinnych okolicach –  jest o wiele spokojniejsze, nie ma takiego pędu jak w dużych miastach, nie trzeba spędzać połowy dnia w korkach, a w obecnych czasach wszystko i tak jest na wyciągnięcie ręki dzięki internetowi. Po prostu jest łatwiej cieszyć się życiem.

Historia autentyczna #3: Jakie masz plany zawodowe na najbliższe miesiące? 

Zajmuję się Szkołą Językową „Future” w Kętrzynie (storna www i blog dopiero w budowie), jestem częścią Pasieki „Pod Wiatrakiem”, a także jestem w trakcie zakładania Fundacji „Przyszłość”, która połączy obie pasje. Początkowo Fundacja będzie działać lokalnie.

Chcemy dotrzeć do jak największej ilości dzieciaków na wsiach i wspomóc je w procesie edukacji poprzez organizację warsztatów i pogotowia korepetycyjnego. Co więcej, mamy nadzieję, że pomoże ona zwiększyć świadomość wśród dzieci i młodzieży odnośnie istoty pszczół w naszym życiu. Chcemy też dać szanse młodzieży na zdobywanie doświadczenia poprzez ich uczestnictwo w wolontariacie. Fundacja ruszy na początku przyszłego roku (2018). Wszystko jest już praktycznie gotowe i czeka na ostateczne poprawki i formalności prawne.

Czy decyzja o pracy na swoim była dobra?

Z perspektywy czasu widzę, że była to ryzykowna decyzja, ale jej nie żałuję, bo wiem, że moja ciężka praca się opłaci. Jedynym utrudnieniem w małym miasteczku jest brak pracowników. W przyszłym roku będę zmuszona znaleźć lektora, który będzie ze mną tu, na miejscu, gdyż póki co, mam jedynie lektorki pracujące on-line. Jednak chcąc założyć rodzinę muszę znaleźć kogoś zaufanego, sumiennego, kto zaopiekuje się moim biznesem podczas mojej chwilowej niedyspozycji. Strasznie się tego obawiam, bo nie chciałabym zamykać szkoły i tym samym tracić klientów. To jest jedyny minus życia właśnie tu. 

Gdybyś mogła coś jeszcze zmienić, to co to by było?

A gdybym mogła coś zmienić, to na pewno wybrałabym nastawienie jakie towarzyszyło mi na samym początku. Pozbyłabym się strachu, który zatruwa życie i działałabym śmielej. Teraz rozumiem, że jestem najlepsza w tym, co robię i kocham to, co robię. W dużej mierze świadczy o tym ogromne zainteresowanie moimi kursami i feedback jaki otrzymuję od klientów i uczestników. Mam jedynie nadzieję, że nie jest to chwilowa fascynacja „świeżą krwią” w Kętrzynie i sukces będzie trwał przez wiele lat. Wiem na pewno, że wprowadzę wiele świeżości i ciekawych pomysłów w mojej szkole językowej, ale też liczę na to, że spotka się to z pozytywnym odzewem wśród mieszkańców miasta i okolic. 

Jakie jest Twoje marzenie? 

Chciałabym, aby inne młode osoby nie podążały za stereotypami dotyczącymi małych miast i prowadzenia własnej działalności gospodarczej i próbowały własnych sił w robieniu właśnie tego, co kochają, co sprawia, że praca nie jest tylko przykrym obowiązkiem, a wręcz okazuje się pasją. 🙂